Spitfire, lotniskowce i małe drewniane kliny

Spitfire nie ma klap. Spitfire ma hamulce aerodynamiczne omyłkowo tylko nazwane klapami. I nie potrzebuje nic innego. Chyba, że zapakuje się go na lotniskowiec. Wtedy wszystko się komplikuje. Wtedy potrzebne są małe, drewniane kliny.

Spitfire startuje z lotniskowca. W FSX brakuje co prawda HMS Eagle, ale Victorious sprawdza się równie dobrze.

Blenheimy zataczały kręgi nad lotniskowcem HMS Eagle na północ od Algieru. Formacja dwusilnikowych samolotów czekała cierpliwie na start Spitfire’ów, by poprowadzić je na Maltę. Bombowce wystartowały z Gibraltaru, myśliwce część trasy musiały pokonać na pokładzie okrętu. Nawet ogromne, jak na Spitfire’a, ponadczterystulitrowe zbiorniki paliwa nie pozwalały na pokonanie całej trasy na wyspę położoną w połowie drogi między Gibraltarem a Aleksandrią. Innej możliwości przerzucenia maszyn nie było – na zachód od wyspy rozciągała się kontrolowana przez rząd w Vichy Tunezja i Algieria. Na wschodzie wojska osi osi wypychały aliantów z Cyrenajki i wieloetapowe połączenie Malty z Egiptem zostało zerwane.

Ofensywa w Libii zbiegła się w czasie z ofensywą powietrzną nad Maltą. Luftwaffe ponownie przyszła z pomocą włoskiemu lotnictwu – tym razem z zamiarem definitywnego wybombardowania wyspy z wojny. Alianci zdawali się ułatwiać to zadanie. Zimą 1942 ciężar obrony spoczywał na Hurricane’ach – samolotach już dwa lata wcześniej uznanych za przestarzałe i sukcesywnie wymienianych w jednostkach na Spitfire. Tych ostatnich w basenie Morza Śródziemnego wciąż nie było. To się miało zmienić.

Spitfire zapakowano na lotniskowiec pod koniec lutego. Już na morzu odkryto nieszczelność zbiorników z paliwem – armada wróciła do Gibraltaru, a wady usunięto. Tydzień później lotniskowiec pod silną eskortą wyszedł w morze. 7 marca na pokładzie przygotowano do lotu szesnaście myśliwców. Każdy z nich objuczony był 90-galonowym zbiornikiem paliwa, przyczepionym jak pęcherz do brzucha samolotu. Prócz jednej wszystkie maszyny przeszły sprawdzian techniczny – 15 Spitfire było gotowych do startu by za bombowcami polecieć w długą drogę na Maltę.

Żeby wystartować tak obciążonymi samolotami, nawet przy przeciwnym wietrze i pełnej prędkości lotniskowca, konieczne były klapy do startu. Spitfire jednak tych nigdy nie miał. Przy dużej mocy silnika, małej masie i doskonałych aerodynamicznie eliptycznych skrzydłach startował bez pomocy klap. Zdecydowano się na prosty wybieg – w każdej maszynie wysunięto klapy (opadały pod kątem ok. 90 stopni), a następnie schowano je, wsuwając między klapę i skrzydło mały drewniany klin, który nie pozwalał na domknięcie. Po starcie i nabraniu prędkości każdy pilot wysuwał i chował klapy – kliny wypadały same.

Operacja się powiodła. Niemałą rolę w tym powodzeniu miały wcześniejsze loty Hurricane’ów wykonywane podobnie (choć nie zawsze z takim powodzeniem). 15 nowoczesnych myśliwców dotarło na wyspę i już trzy dni później rozpoczęły loty bojowe.

Eagle w ponowną podróż wyruszył dwa tygodnie później. 9 bezcennych myśliwców znów osiągnęło Maltę, a po kolejnym tygodniu – jeszcze siedem.

Choć liczył się każdy Spitfire, ilości dostarczane były zupełnie nieadekwatne do potrzeb. Niemcy i Włosi na przełomie marca i kwietnia wykonywali setki lotów bojowych nad Maltę – kilkanaście samolotów w obronie wyspy zupełnie nie wystarczało, a stary brytyjski lotniskowiec nie był w stanie zabierać na pokład większej ilości maszyn.

Kawaleria nadciąga. USS Wasp transportuje Spitfire na Maltę. Zdjęcie ze „szczęśliwego” majowego transferu, kiedy odpowiednie przygotowania na wyspie zapewniły nowym maszynom bezpieczeństwo.

 

Z pomocą przyszli Amerykanie. USS Wasp z Floty Atlantyckiej został załadowany czterdziestoma siedmioma Spitfire’ami. Z wyjątkiem jednego bezpiecznie dotarły w kwietniu na Maltę, ale tam spotkała je natychmiastowa zagłada. Procedury przyjmowania i osłony samolotów na okładanej bombami wyspie okazały się zupełnie nieadekwatne do zagrożenia. Z tego doświadczenia wyciągnięto jednak wnioski.

Następny, najważniejszy, jak się okazało, transfer wykonano w maju 1942. USS Wasp wypłynął w morze wraz z HMS Eagle. Na morzu dołączył do nich krążownik liniowy HMS Renown, oraz krążowniki i niszczyciele obu flot. W powietrzu bezpieczeństwa armady pilnowało kilkanaście amerykańskich Wildcatów z Waspa. Na Maltę odleciało ponad sześćdziesiąt Spitfire, które na miejscu zastały idealne warunki – każda formacja lądujących myśliwców była osłaniana przez poderwane wcześniej samoloty. Po lądowaniu każda maszyna była kierowane na przygotowane wcześniej umocnione stanowisko, gdzie mechanicy w ciągu kilkunastu minut przygotowywali ją do kolejnego lotu. Rekordem tego dnia było przygotowanie Spitfire do lotu w sześć minut. Dla porównania – pierwsza partia samolotów dostarczonych przez HMS Eagle osiągnęła gotowość bojową po trzech dniach!

Nie wszystkim pilotom lot się układał idealnie. P/O Smith stwierdził po starcie, że jego dodatkowy zbiornik paliwa nie jest prawidłowo podłączony. Bez możliwości osiągnięcia Malty lub Gibraltaru na paliwie z kadłubowych zbiorników pozostał przed wyborem między skokiem ze spadochronem, wodowaniem, a lądowaniem na lotniskowcu. Nie ćwiczył nigdy tego manewru, a Spitfire nie był wyposażony w hak do łapania lin hamujących. Dla odciążenia samolotu zrzucił zewnętrzny zbiornik i przez godzinę wypalał paliwo. Lądowanie (pierwsze lądowanie Spitfire na lotniskowcu w warunkach bojowych) się udało. Samolot zatrzymał się niecałe pięć metrów przed końcem pokładu.

Na Malcie obecność kilkudziesięciu nowych myśliwców zmieniła bieg wydarzeń. 9 maja, kolejna niemiecka wyprawa została przechwycona przez pięćdziesiąt brytyjskich myśliwców. Dominacja osi nad wyspą została złamana. Jeszcze miesiące musiały upłynąć zanim sytuację można było określić jako bezpieczną, jednak by użyć słów, które padły w innych okolicznościach – jeśli nawet nie był to początek końca to na pewno koniec początku.